The deed is summarised; there is no full transcription.
Między Urodzonym Aleksandrem Ługowskim a pracowitymi małżonkami Doczkami oraz Urodzonym[?] Adamem Szaniawskim. Pozew (scriptio).
W sprawie toczącej się przed urzędem grodzkim starościńskim łukowskim między instygatorem i jego delatorem, Urodzonym Aleksandrem Szaniawskim zwanym Ługowskim, oraz pracowitymi Andrzejem Doczką i Marianną, małżonkami, oraz Andrzejem Szelągiem[?] i Pawłem, jego synem, poddanymi tegoż Urodzonego Szaniawskiego zwanego Ługowskim ze wsi Szaniawy Poniaty — a mianowicie poddanymi z asystencją tegoż swego pana — trzymając się swojej protestacji przeciw niżej wypisanym pozwanym, uczynionej przed aktami grodzkimi starościńskimi łukowskimi, a teraz także powołując się na prawa Królestwa surowo ustanowione przeciw gwałcicielom pokoju, powodami, a Urodzonymi Adamem Szaniawskim zwanym Salamonem i Marianną Szaniawską, wzajemnie małżonkami, dziedzicami i z jakiegokolwiek tytułu prawnego posiadaczami dóbr i wsi Szaniawy Poniaty, Rydy[?] i Salamony, pozwanymi pod karą kontumacji, którą należy zachować według [?], z wszystkich ich dóbr w szczególności i z jakichkolwiek sum pieniężnych, przez nich [?] i w jakikolwiek sposób posiadanych i dzierżonych — dlatego, że oni, a zwłaszcza Urodzony Adam Szaniawski, nie lękając się kar surowo opisanych co do nietykalności kościelnej, którymi zagwarantowany i zapewniony jest wszelki pokój i bezpieczeństwo osobom ludzi jakiegokolwiek stanu i kondycji, idącym do kościoła dla odprawienia swego nabożeństwa, przebywającym tamże przy kościele i stamtąd wracającym do swych domów, owszem lekceważąc je, przywłaszczając sobie więcej, niż wolno, będąc w bezpośrednim sąsiedztwie z powodem we wsi Szaniawy Poniaty, nie postępując z taką zgodą i względem dla sąsiada, jak przystoi dobremu sąsiadowi, lecz raczej szukając rozmaitych i bardzo częstych okazji i powodów do sporu i kłótni, nie zadowalając się wcześniejszymi bardzo częstymi krzywdami i uciskami wyrządzonymi przez was, pozwanych, tak samemu powodowi, panu, jak i wspomnianym jego poddanym, owszem z dnia na dzień pomnażając je i zwiększając jako coraz większe i cięższe: gdy żołnierze z chorągwiami przechodzili przez ziemię albo powiat w czasie obecnym, niedawno minionym, wy byliście przyczyną i powodem wszelkich sposobności wypędzenia poddanego powoda ze wsi Szaniawy Poniaty i z domu jego zamieszkania, mianowicie wspomnianego pracowitego Andrzeja Doczki, wpuszczając na tegoż poddanego, z waszego rozkazu, za waszą wiedzą i z waszego podporządkowania, żołnierzy do domu tegoż poddanego, [oraz] szkód i krzywd poniesionych wówczas przez tegoż poddanego od żołnierzy. Na koniec w późniejszym czasie, wyrażonym w protestacji, Ty, mianowicie Marianna Szaniawska, upatrzywszy stosowny czas do zadania gwałtu wyżej wspomnianej pracowitej Mariannie Doczkowej, poddanej powoda, gdy wówczas, pod nieobecność jej pana, wspomnianego Urodzonego Szaniawskiego zwanego Ługowskim, przebywającego we dworze swoim w tejże wsi Szaniawy Poniaty, sam wspomniany poddany Doczko ze swoją rodziną odrabiał zwykłe prace swemu panu i zostawił w swoim domu tylko samą wspomnianą swoją małżonkę, wtedy pozwana, rozwścieczona, choć ten poddany nie dał jej żadnego powodu, z złości i wściekłości przybiegając do chaty[?] wspomnianego poddanego i tamże [zastawszy] samą tylko małżonkę tegoż poddanego, [?] wówczas sztukę i tkactwo dla swego pożytku i potrzeby własną pracą wykonującą — mając już z góry powzięty nieżyczliwy i zastarzały umysł i urazę przeciw poddanym powoda, chcąc ich całkiem wypędzić od wspomnianego ich pana i ze wspomnianej wsi — ją, niewinną, w swoim domu pokojem publicznym zabezpieczoną i niczego złego od nikogo, nie tylko od sąsiada, się nie spodziewającą, najpierw chwyciwszy gwałtowną i silną ręką, przez[?] piersi rzuciłaś na ziemię, a gdy leżała na ziemi, mocno ściskałaś jej gardło rękami (wbrew wszelkiemu chrześcijańskiemu obyczajowi i miłości bliźniego), aż ona, będąc już prawie półżywa, wypuściła pianę z ust; w końcu, rozdarłszy na strzępy koszulę, którą wówczas okrywała ciało, zadałaś wiele rozmaitych ran tłuczonych, sinych i szarpanych tak w gardło, jak i w piersi tejże poddanej, i gdyby nie pomoc i ratunek sąsiadów, którzy na tak wielki krzyk wtedy nadbiegli, starałaś się ją całkiem — tak przez bicie, jak i przez duszenie gardła — zgładzić ze świata żywych[?]. A nie poprzestając na tym, lecz łaknąc jeszcze większych krzywd i ucisków poddanych powoda, tak że poddani powoda nie tylko w domach nie mogą być bezpieczni, ale i przy swoim kościele parafialnym we wsi Trzebieszów są przez was, pozwanych, z największym uszczerbkiem nietykalności Kościoła i służby Bożej, napastowani[?] — gdyż w czasie niedawno minionym, mianowicie w czwartek, w sam dzień święta Najświętszego Ciała Pana Chrystusa, w roku tysiąc sześćset sześćdziesiątym czwartym ostatnio minionym, gdy cała rzesza ludzi różnego stanu i kondycji, dla nabożeństwa, według przykazań Kościoła i swego katolickiego powołania, nawiedziła wspomniany kościół w tak wielkiej uroczystości tak wielkiego święta, i [będąc] we wszelkim pokoju i bezpieczeństwie publicznym nietykalności wspomnianego kościoła, nie spodziewała się od nikogo żadnych gwałtów ani ucisków, lecz miała przed oczyma w swych sercach jedynie cześć Boga Wszechmogącego w Jego kościele, z wrodzonej i należnej pobożności — jedni wchodząc do kościoła, drudzy pozostając w nim i odprawiając swe nabożeństwa, inni zaś wychodząc z kościoła pełni pobożności — sam wspomniany Adam Szaniawski Salamon, nie lękając się kar prawami Królestwa co do bezpieczeństwa kościelnego, należnego wszelkim osobom, z prawa […]
[…] co prawo publiczne surowo nakazuje, owszem, na pohańbienie tychże [praw], chcąc całkowicie tych poddanych od powoda wypędzić. Przy tym kościele trzebieszowskim chłopiec, syn jednego z poddanych powoda, mianowicie pracowitego Andrzeja Stelaga[?], imieniem Paweł, który przebywał w szkole parafialnej, pobierając początki nauki, bezbronny i słaby, zabezpieczony bezpieczeństwem kościelnym, stał na cmentarzu[?] tego kościoła trzebieszowskiego; ujrzawszy tego chłopca, czyli syna wspomnianego poddanego powoda, ty, przybiegłszy wściekły, gwałtowną ręką chwyciłeś go za włosy głowy, a pochwyconego rzuciłeś o ziemię, a rzuconego zdeptałeś nogami i kolanami. I gdyby wśród tak wielkiego zgromadzenia mnóstwa ludzi, zebranych z powodu tak wielkiej uroczystości święta przy kościele położonym we wsi Trzebieszów, nie przyszli mu z pomocą i wsparciem, chłopiec bez wątpienia zostałby zabity przez Adama Szaniawskiego. Ponadto gdy, uchodząc przed twoimi gwałtownymi rękami, ratował się ucieczką, ty, ścigając tego chłopca szybkim biegiem, rzucałeś w niego marrisbolum[?], po prostu obuchem, i usilnie starałeś się zranić go na ciele. Gdy zaś to wszystko zostało w ten sposób dokonane z największym uszczerbkiem dla nietykalności kościoła, nieprzystojnie, przeciw wszelkiemu prawu i słuszności, a wspomniany powód, Urodzony Szaniawski zwany Ługowskim, po odprawieniu swego zwykłego nabożeństwa wracał tego samego dnia spokojnie z tego kościoła do swego domu, położonego we wsi Szaniawy-Poniaty, spotkał na drodze tegoż pozwanego[?], wracającego stamtąd do swego domu, i domagał się od niego wyjaśnienia przyczyny tak wielkiego gwałtu wobec[?] jego poddanego, a także wobec niego samego i Kościoła Świętego; ty zaś, z ustami niepohamowanymi przeciw czci powoda, powstałeś na niego najsprośniejszymi i obelżywymi słowami (których tu przez uszanowanie dla sądu się nie przytacza) i zhańbiłeś go, wybuchając tymi słowy: „że i tobie to wkrótce będzie”. Takim twoim[?] zuchwałym wybrykiem, naruszywszy w osobie powoda pokój i bezpieczeństwo publiczne oraz nietykalność kościoła, dopuściłeś się [tego] wbrew prawom Królestwa. I kary[?] — tak wspomniany Szaniawski z przestępczego charakteru swego postępku[?], opisane w prawach Królestwa, odpowiednie do natury jego czynu, do wymierzenia na nich według uznania naszego sądu, jak i małżonka tegoż Adama Szaniawskiego w tym samym, odpowiednie do jej czynu i jego natury, według tego samego uznania — mają ponieść[?]. O to [ma być] orzeczone nad wami i nad wszystkimi waszymi dobrami w ogólności. Po wydaniu[?] w tej sprawie pozwu ów urząd grodzki starościński łukowski, gdy stawiły się obie strony — powód przez Urodzonego Aleksandra Szaniawskiego zwanego Ługowskim, w imieniu własnym i innych, pozwany zaś przez Urodzonego Szaniawskiego, w imieniu własnym i swojej małżonki, obie osobiście — dopuścił świadków do złożenia i przeprowadzenia w niniejszej sprawie inkwizycji (dochodzenia), nakazanej uważnym[?] dekretem niniejszego urzędu; a gdy w ten sposób inkwizycja została przez obie strony przeprowadzona, odczytana i rozważona, wywiódł z niej, że pozwany z własnej woli[?] napadł w dzień święta przy kościele trzebieszowskim na syna poddanego powoda, pobierającego nauki w szkole trzebieszowskiej, i najeżdżając na koniu między ludzi wracających z nabożeństwa, uderzył[?] go i tego chłopca wychłostał batem, a także napadł na Urodzonego powoda, wracającego z kościoła do domu, i z obnażoną szablą rzucił się na niego. Przeto z powodu takiego wybryku urząd orzekł, aby tenże[?] pozwany odbył siedzenie w wieży grodu niniejszego łukowskiego w ciągu dwóch tygodni od niniejszego aktu i odsiedział je przez jeden tydzień, a także aby karę czternastu grzywien polskich stronie wprawdzie [powodowej] przy wyjściu z wieży, urzędowi zaś pod karą banicji rzeczywiście zapłacił i odliczył; co strona pozwana miała uczynić pod karą banicji, której w razie niezadośćuczynienia przez tęż stronę pozwaną niniejszemu dekretowi [podlegać] miała ona i wszystkie jej dobra; do ogłoszenia tejże kary banicji wyznaczony został Opatrzny Bartłomiej Markowicz, woźny generalny Królestwa, a niniejsza sprawa z całym jej skutkiem z każdej[?] strony do starosty lub starostów tego miejsca lub miejsc i ich urzędów, pod których jurysdykcją znajdują się dobra strony pozwanej, przekazana została do dalszej i ostatecznej egzekucji w powyższym. A gdy od tegoż dekretu z obu[?] stron do sądu Trybunału Królestwa w Lublinie wniesiono odwołania (motiones), z prawnym zachowaniem terminu do popierania tegoż odwołania, [sprawę] wniesiono między sprawy województwa lubelskiego i ziemi łukowskiej, jak szerzej opowiada sam akt odwołania. Przeto na dzisiejszym terminie, z mocy wspomnianego odwołania, z zachowaniem tegoż terminu przypadającego prawnie obecnie na niniejszy porządek sądów i z niego wynikającego, obie wymienione strony — powodowa przez Urodzonego Walentego Turskiego, pozwana zaś przez Urodzonego Adama Szaniawskiego, w imieniu własnym i swej małżonki, osobiście stające przed niniejszym sądem — za wzajemną zgodą swoją i niniejszego sądu, bez[?] [zmiany] i od niniejszego aktu na czwartek po święcie Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny przyszłego najbliższego Trybunału, z odjęciem stronie pozwanej dobrodziejstwa aresztu, odpisują, odkładają i odraczają [sprawę]. Na ten dzień i czas obie strony mają mieć termin do dalszego popierania niniejszej sprawy, między sprawami zachowanymi o świeże przestępstwa, przed sądem Trybunału Królestwa w Lublinie wyznaczony i przeznaczony, zawity, taki, jaki obecnie mieć powinny.
[odwrocie, s. 1074P: tytuł sprawy] Działo się w Lublinie na sądach
[odwrocie, s. 1075L: tytuł sprawy] zwyczajnych generalnych Trybu-
[odwrocie, s. 1075P: tytuł sprawy] -nału Królestwa, w poniedziałek
The [?] mark denotes an uncertain reading; the record itself is given in the language of the edition (Polish, or the original with a Polish translation).