Akt jest streszczony; pełnego odczytu nie ma.
Działo się na dworze królewskim w Łukowie, w piątek najbliższy po uroczystych świętach Wielkiej Nocy, roku Pańskiego tysiąc sześćset osiemdziesiątego szóstego.
Do urzędu i niniejszych akt grodzkich starościńskich łukowskich, przybywszy osobiście, Urodzeni Jakub Franciszek Izdebski i Jan Winogrodzki, towarzysze chorągwi kozackiej[?] Wielmożnego Kazimierza na Domaszewnicy Domaszewskiego Widlicy, starosty łukowskiego, rotmistrza Jego Królewskiej Mości, i przez tęż chorągiew wysłani dla odebrania ze skarbu Rzeczypospolitej żołdu zimowego (hiberny), skoro tylko z niesprawiedliwego[?] zatrzymania, czyli raczej więzienia niżej opisanych obwinionych, w sposób niżej zawarty, zostali uwolnieni i po nadmiernym poturbowaniu częściowo przyszli do zdrowia, wróciwszy wreszcie z pola Marsowego, gdzie także w czasie zimowym z wrogami nieprzyjaznymi Rzeczypospolitej z najwyższym niebezpieczeństwem życia walczyli za wiarę i ojczyznę, do akt niniejszego urzędu (ponieważ do innych, bliższych urzędów z pewnych przyczyn, które zostaną wyjaśnione w terminie, dostęp był niemożliwy) obaj zdołali się udać, uroczyście i z największym bólem swego serca, swoim i tegoż Wielmożnego starosty łukowskiego oraz całej wspomnianej swojej chorągwi imieniem, trzymając się [?] swego protestu, uczynionego przed aktami urzędu grodzkiego starościńskiego lwowskiego w piątek w wigilię święta św. Pryski, Dziewicy i Męczennicy, w roku bieżącym niedawno minionym, przez jednego z wyżej wymienionych, mianowicie Urodzonego Izdebskiego, jego własnym i innych imieniem, żalili się i protestowali przeciwko Jaśnie Wielmożnym Tomaszowi Sevaliusowi[?] [?] [?]bskiemu[?], wojewodzie brzeskokujawskiemu, i Zofii Annie z Żurowa[?], wzajemnym małżonkom, a także sukcesorom zmarłego Wielmożnego Jana [?]etnera, [?] starosty lwowskiego, z imion w jakimkolwiek terminie do wymienienia, posiadaczom z jakiegokolwiek tytułu prawnego dóbr miasteczka Mikołajów, oraz Urodzonemu Pawłowi Kostakowskiemu[?], administratorowi tychże dóbr, i całej gminie wspomnianego miasteczka Mikołajów, a także niewiernemu Żydowi zwanemu Marek, arendarzowi karczmy położonej w tymże miasteczku, jako lekceważącym (prawo) w niżej opisanym czynie i sprawcom szkód — z rozkazu, jak się przypuszcza, i czynem — a to z tego powodu: że oni, a mianowicie gmina wspomnianego miasteczka wraz z wyżej wymienionym arendarzem, pominąwszy prawa Królestwa, którymi bezpieczeństwo wszelkich osób jakiegokolwiek stanu i kondycji, w każdym miejscu i czasie, zwłaszcza podróżujących i bezpiecznie goszczących, dość obficie jest zabezpieczone i opatrzone, na przestępców zaś i krzywdzicieli, ciemiężycieli osób szlacheckich surowe kary ustanowiły i postanowiły, których to kar wyżej wymienieni obwinieni mieszczanie i arendarz bynajmniej się nie lękając, owszem swoje zuchwalstwo i niedozwoloną swawolę nad wyżej przytoczone prawa przekładając, gdy protestujący, czyniąc zadość swej funkcji i obowiązkowi, powierzonemu im przez całą chorągiew i powagą Jaśnie Wielmożnego wojewody ziem ruskich, najwyższego wodza wojsk Królestwa, zatwierdzonemu, przybyli na zwykłe miejsce odbierania żołdu ze skarbu Rzeczypospolitej, do Lwowa, w roku ostatnio minionym tysiąc sześćset osiemdziesiątym piątym, po rozwiązaniu obozu, gdzie z wielkim trudem i uszczerbkiem majątku, z najwyższym niebezpieczeństwem życia trudzili się dla bezpieczeństwa ojczyzny, w czasie komisji ustanowionej prawami Królestwa dla przydzielania żołdu wojskowego, i tam
[s. 388L] Oczekując[?] na zadośćuczynienie, niemałym kosztem przez cały czas komisji przebywali [tam] z czeladzią i końmi, wreszcie po niemałym upływie czasu, podjąwszy zadośćuczynienie pieniężne, spieszyli do miejsca postoju swojej chorągwi i dla pokrzepienia swoich towarzyszy broni, utrudzonych ciężką wojną, zarówno z gotowymi pieniędzmi, jak i z rzeczami przydatnymi do wyposażenia wojennego, i gdy w dobrach wyżej wymienionego miasteczka Mikołajów, gdy zapadała noc, dla przenocowania zajechali do karczmy tam położonej, spokojni, bezpieczni i nie spodziewający się, że cokolwiek złego spotka ich od kogokolwiek, a uzyskawszy [pozwolenie] na nocleg od rzeczonych mieszkańców tegoż miasteczka, przebywali wówczas w karczmie Quentis[?] cicho i skromnie wraz ze swoją czeladzią, obwinieni mieszczanie, wiedząc na pewno, że protestujący są zaopatrzeni we wszelki należyty rynsztunek i ozdobę wojenną oraz w pieniądze, które wieźli ze sobą do dóbr miasta Lubar jako miejsca postoju wspomnianej chorągwi, zabezpieczając [sobie] bezkarność[?], wiedzeni chciwością cudzego dobra, w nadziei zdobycia tychże pieniędzy i innych rzeczy, które wówczas znajdowały się przy protestujących, zawarłszy między sobą wzajemne porozumienie i spisek, ku największej szkodzie i uszczerbkowi protestujących, [s. 388P] protestujących, pogrążonych nocą we śnie we wspomnianej karczmie, napadli gromadnie w wielkiej rzeszy ludzi, a nie znajdując innego sposobu wejścia do wspomnianej gospody i przywłaszczenia sobie ich mienia oraz [mienia] całej chorągwi, tę samą gospodę, czyli karczmę, obstąpiwszy, przez podstępne podłożenie ognia [usiłowali] podpalić i spalić; następnie, wzniecając tumult i podnosząc krzyk, wybiwszy i wyłamawszy drzwi tejże karczmy, niektórzy z nich ośmielili się i zuchwale poważyli się zabrać gwałtem i niesprawiedliwie i nieprawnie przywłaszczyć sobie rzeczy własne protestujących i wspomnianej chorągwi, które mają być wyszczególnione w osobnym rejestrze, przydatne do wyposażenia wojennego, a także gotowe pieniądze; niektórzy obrzucili protestujących licznymi zniewagami, poturbowali ich, zbili, niektórych sług poranili (które to poranienie, choć z powodu ścisłej straży w czasie ich zatrzymania nie zostało urzędowo zanotowane przed aktami publicznymi, zostanie jednak dowiedzione inkwizycją w każdym miejscu i czasie), a niektórzy, gdyby nie zostali wsparci zaledwie Bożą pomocą i pomocą innych ludzi prawego sumienia spośród dworzan tegoż Jaśnie Oświeconego i Wielmożnego wojewody brzeskiego kujawskiego, [?] Urodzonego [s. 389L] Izdebskiego, już okrutnie poturbowanego i przyprowadzonego przez tychże mieszczan, w wodzie i studni nie zatopili [w pełni], [lecz] w największe niebezpieczeństwo życia wprowadzili, a przez nadmierne poturbowanie tegoż Urodzonego Izdebskiego pozbawili słuchu; poranioną czeladź protestujących rozpędzili, ponadto pozostałe rzeczy, które pozostały po tym haniebnym rabunku, aresztem bezprawnie wydanym [przez] swoich panów zajęli, a samych protestujących z czeladzią więżąc i niesprawiedliwie, wbrew godności stanu szlacheckiego protestujących, ludzi osiadłych, zatrzymując, nie chcieli ich w żaden sposób wypuścić, dopóki ci sami protestujący, przebywając pod aresztem w tak ścisłym zajęciu wraz z pozostałymi swymi rzeczami, wykupując się od udręki i uwalniając się od aresztu — aby tym prędzej, już tak[?] bardzo skrzywdzeni i ograbieni oraz nadmiernymi razami dotknięci[?], po upływie czterech tygodni, które spędzili pod aresztem i w więzieniu własnym kosztem, przynajmniej cało wrócili do swojej chorągwi i mogli dochodzić [zadośćuczynienia] za taką swoją zniewagę i szkodę — sumy dość znacznej, która zostanie wyjawiona w terminie, z największą krzywdą protestujących, jakoby za spalenie karczmy i za szkody rzeczonego niewiernego Żyda arendarza z tego [s. 389P] rzekomo powstałe, czego wszystkiego sami obwinieni mieszczanie byli przyczyną i dokonali, wymuszeniem i niesprawiedliwie dać nie zostali zmuszeni. [Na lewym marginesie: Uwięzienie.] Ponieważ zaś każda krzywda wyrządzona któremukolwiek z ludzi słusznie wymaga[?] należnego i stosownego zadośćuczynienia, a także prawo publiczne poważnie nakazuje oddać każdemu, co jego, przeto ci sami protestujący, dbając o swoje całkowite bezpieczeństwo od szkody i [bezpieczeństwo] całej chorągwi oraz o nienaruszalność swojej czci, uciekając się do prawa publicznego jako do azylu najświętszej sprawiedliwości, przeciwko wyżej wymienionym obwinionym, o kary z przegranej[?] przez każdego z nich, wynikające z tego ich czynu, i [o kary] z naruszenia publicznego bezpieczeństwa podróżnych w osobach protestujących zasłużone, swoim imieniem i wyżej wspomnianego Wielmożnego swojego rotmistrza oraz całej chorągwi raz po raz protestują, oświadczając gotowość prowadzenia z nimi procesu w każdym sądzie należytą drogą prawa i dochodzenia swojej szkody i zniewagi. Z zastrzeżeniem poprawienia tejże protestacji, rozszerzenia, zmniejszenia i zmiany, jeśli zajdzie potrzeba, także[?] przez pozew, który zostanie w tej sprawie wydany, i niniejszy[?] wydany z akt grodzkich łukowskich [?]. [pieczęć]
Poprawił Jastrzębski własnoręcznie.
Adam Szaniawski, wojski krasnostawski, wicestarosta i sędzia grodzki łukowski, własnoręcznie.
Znacznik [?] oznacza odczyt niepewny.