Przejdź do treści
Szukajmy tego, co łączy, unikajmy tego, co dzieli

Strona głównaKsięgi grodzkie / Stare źródłaSpalenie ksiąg łukowskich 1657

Źródło i przekład

Spalenie ksiąg ziemskich i grodzkich łukowskich w 1657 roku

Ksiąg ziemskich i grodzkich łukowskich sprzed 1743 roku nie ma — ale sam ich brak niczego nie tłumaczy: równie dobrze mogłyby przepaść w 1944 roku w Warszawie, razem z tysiącami innych. Dopiero ten dokument mówi, co się z nimi stało: kiedy, z czyjej ręki i kto zabezpieczył się przed skutkami na piśmie.

Skąd o tym wiadomo

Informacja pochodzi z jednego źródła: z manifestacji Stanisława Domaszewskiego, starosty łukowskiego, złożonej w dworze królewskim w Łukowie w poniedziałek 24 września 1657 roku. Jej uwierzytelniony wypis został trzydzieści sześć lat później, w środę 22 kwietnia 1693 roku, wniesiony do ksiąg relacji grodzkich lubelskich przez urodzonego Jakuba Mogilnickiego. Przetrwał więc ten lubelski wpis, a wraz z nim treść zaginionego dokumentu.

Sprawdzenie dat. Obie daty dokument podaje przez święto i dzień tygodnia, bez liczby dnia. Sesja lubelska: feria quarta post Dominicam Cantate proxima Anno Domini 1693 — Wielkanoc 1693 wypadła 22 marca, niedziela Cantate 19 kwietnia, a więc środa po niej to 22 kwietnia. Manifestacja łukowska: feria secunda post festum Sancti Mathaei Apostoli et Evangelistae proxima, Anno Domini 1657 — święto 21 września 1657 wypadło w piątek, więc najbliższy poniedziałek po nim to 24 września. Obie daty się zgadzają.

Co dokument mówi wprost

Rok pożaru — co da się ustalić, a czego nie

Daty pożaru w dokumencie nie ma. Są trzy przesłanki, które ją zawężają:

Trzy przesłanki razem wskazują na rok 1657, na miesiące poprzedzające 24 września. Rozstrzyga w nich obecność Węgrów: w Rzeczypospolitej byli tylko w 1657 roku, a to ich dokument wymienia obok Kozaków.

Czego dokument nie mówi. Nie wymienia Szwedów. Pożar przypisuje Kozakom i Węgrom. Mówi się zwykle o spaleniu ksiąg „w czasie potopu szwedzkiego” i chronologicznie to się zgadza — potop liczy się od 1655 do 1660 roku — ale sprawców nazwanych w samym źródle warto zapamiętać dokładnie.

Druga manifestacja o pożarze — rozbieżność, której nie wygładzam. W księgach grodzkich łukowskich z 1744 roku (wpis 1601) kancelaria powołuje się na manifestację o pożarze akt uczynioną w poniedziałek w wigilię świętych Wita i Modesta, z rokiem zapisanym „16…”, którego ostatniej cyfry odczytać się nie da: biegnie po niej dopisek wstawiony nad wierszem. Wigilia świętych Wita i Modesta to 14 czerwca, a ten dzień wypadał w poniedziałek w latach 1655, 1660, 1666, 1677, 1683, 1688, 1694 i 1700. Więcej z tego zapisu nie wyciągam. Pewne jest tylko tyle, że to inny akt niż ten tutaj — inny miesiąc, inny dzień tygodnia. Znaczy to albo, że archiwum płonęło więcej niż raz, albo że poszkodowani wracali do sprawy po latach osobnymi manifestacjami. Rozstrzygnąć tego nie potrafię.

Kiedy przez Łuków przeszły wojska

Tego dokument nie mówi — to wiedza o samej kampanii, z innych źródeł. Zestawiona z manifestacją zawęża jednak datę pożaru z „przed 24 września” do kilkunastu dni.

Co z tego wynika dla naszej daty. Manifestacja mówi, że starosta wrócił do domu „po pokonaniu Węgrów i po przejściu zbuntowanych Kozaków, zbiegów z Królestwa” — czyli po lipcowej klęsce Rakoczego — i że o pożarze dowiedział się dopiero wtedy. Sam pożar przypada więc na przemarsz, czyli na przełom kwietnia i maja 1657 roku, a manifestacja jest jego prawnym następstwem sprzed blisko pięciu miesięcy później.

Zbieżność, która nie jest przypadkowa. Dokument nazywa sprawców Cosaci Rebelles et Ungari — zbuntowani Kozacy i Węgrzy. Dokładnie takie dwa wojska szły razem tym szlakiem: siedmiogrodzko-węgierska armia Rakoczego i idące z nią pułki Żdanowicza. Kancelaria łukowska nie opisywała więc „nieprzyjaciela” ogólnie, tylko wskazała te formacje, które rzeczywiście tędy przeszły.

W Łukowie spłonęły wtedy zamek starościński, ratusz, kościół parafialny i przeważająca część zabudowy. Skalę zniszczeń zapisała lustracja dóbr królewskich z lat 1659–1660: liczba zamieszkanych domów spadła z około dwustu sprzed wojny do trzydziestu siedmiu.

Chronologia i skala zniszczeń — z lustracji dóbr królewskich 1659–1660, z manifestacji i protestacji szlachty w księgach grodzkich i ziemskich łukowskich oraz lubelskich, z diariusza kampanii 1657 r. i szkiców Erika Dahlbergha, oraz z opracowań: Janusz Woliński, Rzeczpospolita a Siedmiogród w latach 1656–1657, Warszawa 1952; Tadeusz M. Trajdos, Ziemia łukowska w okresie potopu szwedzkiego.

Dwie straty, nie jedna

Obok ksiąg dokument opisuje drugą stratę i warto ich nie mylić: spłonął dwór we wsi Domaszewnica, a w nim dokumenty rodzinne Domaszewskich. Zdanie brzmi, że papiery były „tak przed aktami grodzkimi i ziemskimi, jak i w dworze we wsi Domaszewnica przechowywane” — czyli istniały w dwóch miejscach naraz: jako wpisy w księgach i jako oryginały w dworze. Dalej pisarz wylicza, co przepadło: „razem z aktami […] wraz z dworem we wsi Domaszewnica”.

Z dokumentu nie wynika więc, że księgi ziemskie i grodzkie łukowskie spłonęły w dworze w Domaszewnicy. Wynika, że spłonęły księgi — i osobno, że spłonął dwór z rodzinnym archiwum. Gdyby chodziło o jedno miejsce, konstrukcja „tak… jak i” straciłaby sens. Gdzie dokładnie były księgi w chwili pożaru, dokument milczy i tego z niego rozstrzygnąć nie można.

Po co powstała manifestacja

Bez ksiąg nie dało się dowieść własności. Starosta zastrzegł więc na piśmie prawa swoje i dwóch bratanków — Kazimierza i Floriana Domaszewskich, synów zmarłego Jakuba Domaszewskiego, chorążego ziemi łukowskiej, swojego brata rodzonego — do dóbr Domaszewnica, Domaszowska Wólka, Niedźwiadka z folwarkiem Kij i Jeleniec z folwarkiem w województwie lubelskim i ziemi łukowskiej, a także do innych dóbr w województwie ruskim, na Podlasiu i gdzie indziej. Manifestacja nie tworzy prawa; utrwala, że prawo istniało i że dowody na nie przepadły nie z winy właścicieli.

Przekład wpisu

Przekład całości wpisu z ksiąg relacji grodzkich lubelskich, wraz z wniesionym do nich dokumentem łukowskim. W nawiasach kwadratowych: daty przeliczone i miejsca, których nie dało się odczytać. Akapity są nasze — rękopis biegnie jednym ciągiem.

Feria czwarta po najbliższej niedzieli Cantate, roku Pańskiego 1693. [środa 22 kwietnia 1693]

Oblata manifestacji wielmożnego Domaszewskiego

Do urzędu i akt niniejszych grodzkich starościńskich lubelskich, przybywszy osobiście, urodzony Jakub Mogilnicki okazał i podał temuż urzędowi do wpisania niżej zapisaną manifestację, uczynioną przez wielmożnego Stanisława Domaszewskiego, starostę łukowskiego, przed aktami grodzkimi łukowskimi i z tychże akt wierzytelnie wydaną; której osnowa jest taka:

Działo się w dworze królewskim łukowskim, w poniedziałek po najbliższym święcie świętego Mateusza Apostoła i Ewangelisty, roku Pańskiego tysiąc sześćset pięćdziesiątego siódmego. [poniedziałek 24 września 1657]

Do urzędu i akt niniejszych starościńskich grodzkich łukowskich, w którym zasiadali urodzeni Stanisław Celiński, podstarości, i Wacław Rosiński, pisarz, urzędnicy grodzcy łukowscy — przybywszy osobiście, wielmożny Stanisław Domaszewski Widlica, starosta łukowski, rotmistrz Świętej Królewskiej Mości, po pokonaniu Węgrów i po przejściu zbuntowanych Kozaków, zbiegów z Królestwa, wróciwszy z obozu do własnych progów i powziąwszy niezwłocznie, po objęciu swojego starostwa, pełniejszą wiadomość o spaleniu zarówno ziemskich, jak i grodzkich łukowskich akt — przez napór i nieprzyjacielski najazd zbuntowanych Kozaków i Węgrów — natychmiast, warując nienaruszalność praw i posiadania dóbr tak swoich, jak urodzonych Kazimierza i Floriana Domaszewskich, synów niegdy urodzonego Jakuba Domaszewskiego, chorążego ziemi łukowskiej, brata swego rodzonego, i z tegoż brata swoich bratanków, jawnie i publicznie przed urzędem i aktami niniejszymi zamanifestował:

że jemu, manifestującemu, i bratankom jego z brata — zapisy, zrzeczenia z ogólnymi ewikcjami, tak zastawne, cesyjne, zamienne, dłużne, akty graniczne, kwity i inne jakiekolwiek, przez rozmaite osoby, tak jemu, jak bratankom jego z brata, na dobra wsi Domaszewnica, Domaszowska Wólka, Niedźwiadka z folwarkiem Kij, Jeleniec z folwarkiem, w województwie lubelskim i ziemi łukowskiej, a także na inne dobra leżące w województwie ruskim, podlaskim oraz w innych województwach — przed tymiż aktami oraz przed innymi jakimikolwiek aktami w latach ubiegłych były zeznane i w nich zawarte.

Mocą których praw wspomniany wielmożny manifestujący i jego bratankowie z brata byli i są spokojnymi posiadaczami w wyżej nazwanych dobrach.

A ponieważ niektóre z nich i rozporządzenia, które za dopustem Bożym, przez napór nieprzyjacielski — tak przed aktami grodzkimi i ziemskimi, jak i w dworze we wsi Domaszewnica przechowywane — zostały uznane za wydobyte i przez zajęcie się ognia spalone, przeto wspomniany wielmożny manifestujący, dbając o nienaruszalność praw i posiadania dóbr tak swoich, jak bratanków, i warując się co do wyżej opisanych strat, sobie manifestując i wyżej zapisanym bratankom z brata — co do dokumentów zeznanych przed aktami ziemskimi i grodzkimi przez jakiekolwiek osoby, razem z aktami i z […], nadto i z innymi wyżej wymienionymi, wraz z dworem we wsi Domaszewnica, nieprzyjacielską napaścią wydobytymi, podartymi i ogniem strawionymi — raz po raz manifestuje. Ofiarując się, że w powyższych sprawach, o ile zajdzie potrzeba, pełniejszą manifestację do akt złoży.

Z akt starościńskich grodzkich łukowskich przepisano; czytał Radzikowski, z aktami poprawił Skrzyszowski. Miejsce pieczęci grodu owego.

Oryginał zaś wyżej zapisanej manifestacji ten, który go okazał, z powrotem do siebie odebrał; z którego to odbioru i rzeczywistego wydania urząd kwituje niniejszym.

Czego nie dało się odczytać

W przekładzie zostało jedno miejsce puste, oznaczone „[…]”: wyraz po „razem z aktami i z…”, przykryty przebiciem atramentu z odwrotnej strony karty. Czytelna końcówka wskazuje na „listy”, ale tego nie potwierdzam.

Dwa miejsca odczytane dopiero przy powtórnym oglądzie. Wyraz między nazwiskiem starosty a tytułem to Widlica — przydomek rodowy Domaszewskich, nie godność; dlatego nie układał się w żaden znany urząd. Wyraz przed nazwiskiem pisarza wypisu to nie imię, tylko Legit, „czytał” — kancelaryjny odpowiednik stojącego obok Correxit, „poprawił”: jeden urzędnik wypis przeczytał, drugi zestawił go z księgą.

Dwie uwagi do samego tekstu. W zdaniu o zniszczeniu dokumentów rękopis ma wyraźnie declarata — „oświadczone, ogłoszone” — choć sens zdania oczekiwałby dilacerata, „rozdarte”, tak jak kilka wierszy dalej. Zostawiamy to, co stoi w rękopisie, i stąd w przekładzie „zostały uznane za wydobyte”, a nie „zostały rozdarte”. Poza tym łacina pisarza miejscami się rozjeżdża: imiesłowy stoją w rodzaju i liczbie, które nie pasują do żadnego rzeczownika w zdaniu. Przekład tych miejsc jest odczytaniem sensu, nie dosłownością.

Skąd wzięte

Archiwum Państwowe w Lublinie, Księga relacji [grodzkich lubelskich] 1693–1694, karty 60–61 (skany 61–62 z 411). Odczyt i przekład z oryginalnych skanów: skan w serwisie Szukaj w Archiwach.